Z opóźnieniem, ale lepiej późno niż wcale, pokazuję wydziergane przeze mnie akcesoria potrzebne zimą w naszym klimacie.
Najpierw rękawiczki, moje pierwsze w życiu :) Robiłam z DROPS-owej włóczki Lima, opierając się na wzorze z DROPS-a. Jestem z nich bardzo dumna :) , że wreszcie udało mi się je wydziergać. Nawet troszkę w nich chodziłam :)
Z tej samej włóczki zrobiłam też szaliczek.
Z połowy motka tejże Limy wydziergałam szybciutko opaskę na głowę, która jest niezastąpiona jeśli się nie lubi chodzić w czapce :)
Ale gdyby akurat było bardzo mroźnie, to zaopatrzyłam się też w ciepłą czapkę. Powstała na drutach nr 8 z dwóch nitek Limy i jednej nitki grubego Mohairu Aniluxu ze starych zapasów. Dziergałam ją z nadzieją, że nie będzie potrzebna, ale jak pamiętamy, było kilka mroźnych dni i czapka się bardzo przydała.
Zrobiłam też kilka rzeczy dla moich koleżanek z pracy. Dla Lidki - komin z Baby Alpaki Silk Dropsa i czapkę z dodatkiem do tej Alpaki jednej niteczki Mohairu InterFox.
Kolory są jednakowe, ale wyglądają inaczej w różnym świetle.
Dla Katarzyny zrobiłam ciepły szal na zimę z Limy Dropsowej.
Sporo zdjęć było dzisiaj. Dziękuję wszystkim za odwiedziny :)
piątek, 8 kwietnia 2016
niedziela, 20 marca 2016
October 4
Dzisiaj mamy pierwszy dzień kalendarzowej wiosny :) Dobra okazja, żeby pokazać jeden z ostatnich sweterków, wydziergany na drutach w rozmiarze 5 z pięciu motków wełny Malabrigo Rios w kolorze Primavera, czyli wiosna.
Wełna ręcznie farbowana, więc każdy motek jest inny. Sweterek jest robiony od góry i karczek zrobiłam z motka zawierającego sporo koloru różowego. Na rękawy wybrałam dwa motki najciemniejsze. A najbardziej podoba mi się ten motek, który wyrabiałam od talii w dół, a który ma najbardziej jesienne kolory. Plisę dolną zrobiłam z resztek z rękawów. Ogólnie bardzo mi się podoba i lubię w nim chodzić :)
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających bloga :)
Na poniższym zdjęciu kolory są najbardziej zbliżone do rzeczywistych.
Wełna ręcznie farbowana, więc każdy motek jest inny. Sweterek jest robiony od góry i karczek zrobiłam z motka zawierającego sporo koloru różowego. Na rękawy wybrałam dwa motki najciemniejsze. A najbardziej podoba mi się ten motek, który wyrabiałam od talii w dół, a który ma najbardziej jesienne kolory. Plisę dolną zrobiłam z resztek z rękawów. Ogólnie bardzo mi się podoba i lubię w nim chodzić :)
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających bloga :)
Na poniższym zdjęciu kolory są najbardziej zbliżone do rzeczywistych.
poniedziałek, 1 lutego 2016
Wdzianko z alpaki
Latem 2015 udało mi się bardzo szybko wykonać ciepłe, alpakowe wdzianko. Druty nr 3,5; Alpaka Dropsowa w kolorach ciemnoczerwonego mixu.
Wzór ten sam, co tutaj, ale ażur zrobiłam tylko w prawym przodzie, bo chciałam, żeby wdzianko było w miarę ciepłe. I jestem z niego bardzo zadowolona :)
Zdjęcie zostało zrobione na dziedzińcu Wawelu pod koniec lipca, kiedy było kilka chłodniejszych dni.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników :)
Wzór ten sam, co tutaj, ale ażur zrobiłam tylko w prawym przodzie, bo chciałam, żeby wdzianko było w miarę ciepłe. I jestem z niego bardzo zadowolona :)
Zdjęcie zostało zrobione na dziedzińcu Wawelu pod koniec lipca, kiedy było kilka chłodniejszych dni.
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytelników :)
sobota, 17 października 2015
October 3
Mój ulubiony wzór i sweterek - wydziergany w maju ubiegłego roku, nie mógł się doczekać na sfotografowanie. Pokazuję go więc dopiero dzisiaj, bo zdjęcia zostały zrobione całkiem niedawno, po półtorarocznym intensywnym użytkowaniu sweterka. Mogę z czystym sumieniem polecić tę włóczkę Brushed Alpaka silk DROPSa. Sweterek jest delikatny i mięciutki, waży zaledwie 112 g, noszę go bardzo często, sprawdził się podczas każdej pory roku. Daje przyjemne ciepło, kiedy jest chłodno, ale jednocześnie nie można się w nim przegrzać, wszak to alpaka z jedwabiem. Kolor 4, jasny beż, pasuje prawie do wszystkiego.
Robiony na drutach 5 mm, zużyłam 4,5 motka.
Do takiej delikatnej mgiełki pasują guziczki z masy perłowej.
Robiony na drutach 5 mm, zużyłam 4,5 motka.
Do takiej delikatnej mgiełki pasują guziczki z masy perłowej.
niedziela, 30 sierpnia 2015
Dodawanie oczka
Jakiś czas temu chciałam nauczyć się techniki robienia rękawa metodą na c, ale już na samym początku nie umiałam sobie poradzić z dodawaniem oczek wzdłuż linii ramienia. Wychodziło mi to bardzo brzydko i myślałam, że ta metoda jest po prostu nie dla mnie, że mam pozostać przy reglanach. I nagle, zupełnie znienacka natknęłam się w okienku e-dziewiarkowym na linka do zupełnie mi nieznanej metody dodawania oczek, zwanej
Make 1 Below (M1B)
Zrobiłam niewielką próbkę i wygląda nieźle. Musiałam jeszcze opracować technikę lustrzanego odbicia, czyli dodawania oczek po przerobieniu linii ramienia oraz po stronie lewej, ale jakoś poszło. Ważne, że jest zasada jak to robić.
Jak już skończę aktualnie robiony sweterek, to może odważę się na jakiś projekt z użyciem tej metody.
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających :)
sobota, 14 marca 2015
Były sobie trzy motki
Miałam trzy motki włóczki, które zalegały w szafie w strefie włóczkowej. Zastanawiałam się co z nich zrobić. Jeden motek został po tym sweterku, dwa pozostałe były kupione jako pojedyncze.
Ale któregoś dnia zobaczyłam na ravelry zdjęcie sweterka, który mnie zauroczył.
Ja oczywiście musiałam zrobić po swojemu, zwłaszcza pozbyć się zbyt dużego dla mnie dekoltu.
Mój wygląda tak:
Mogę przyznać, że wygląda nieźle. Ostatnio często w nim chodzę .
Dane techniczne:włóczka wełna 100% Cashmir Wnuk, 3 motki (niecałe); druty 2,5 i 3. Opis wykonania zamieściłam na ravelry.
Ale któregoś dnia zobaczyłam na ravelry zdjęcie sweterka, który mnie zauroczył.
Ja oczywiście musiałam zrobić po swojemu, zwłaszcza pozbyć się zbyt dużego dla mnie dekoltu.
Mój wygląda tak:
Mogę przyznać, że wygląda nieźle. Ostatnio często w nim chodzę .
Dane techniczne:włóczka wełna 100% Cashmir Wnuk, 3 motki (niecałe); druty 2,5 i 3. Opis wykonania zamieściłam na ravelry.
niedziela, 25 stycznia 2015
Jak gotować kaszę gryczaną niepaloną?
Niedawno w pobliskim warzywniaku pojawiły się kasze sprzedawane na wagę. Po raz pierwszy zobaczyłam kaszę gryczaną niepaloną. Cena nie była wygórowana - coś około 3,80, więc kupiłam pół kilo na próbę.
Pierwsza próba ugotowania tej kaszy na sypko niestety się nie powiodła, ponieważ nie miałam pojęcia, że kasza niepalona wymaga więcej uwagi niż popularna palona i wyszło coś brejowatego o dziwnym zapachu. Pomyślałam: nigdy więcej. Ale w życiu może być różnie, więc: "Nigdy nie mów nigdy".
Dzisiaj podjęłam drugą próbę, i tym razem się udało! Po wpisaniu w google tytułu dzisiejszego wpisu trafiłam na tego bloga i zostałam zachęcona, że ta kasza rzeczywiście może być "zjadliwa".
Jak wobec tego gotować niepaloną kaszę gryczaną? Ja robiłam to tak:
Odmierzyłam 1 kubek kaszy, wypłukałam w zimnej wodzie i odsączyłam.
Dodałam 2 kubki wody z filtra i pół łyżeczki soli.
Postawiłam garnek na ogniu.
I teraz ważna rzecz - nie przykrywać garnka, obserwować jak się zaczyna gotować. Ta kasza, w odróżnieniu od palonej, bardzo lubi kipieć! Za pierwszym razem nie dopilnowałam jej i wykipiała na tym etapie gotowania. Tym razem byłam czujna. Kiedy zaczęła się gotować - zmniejszyłam płomień i pozwoliłam jej gotować się kilka minut, około 5. Wyglądało to tak:
Następnie maksymalnie zmniejszyłam płomień i przykryłam garnek. Pozwoliłam kaszy gotować się około 20 minut. W tym czasie wspaniale wchłonęła wodę. Zdjęłam garnek z palnika i owinęłam w kołdrę na jakieś 20 minut. Po tym czasie kasza wyglądała tak:
Pachniała też nie najgorzej, a na talerzu wyglądała tak:
Jest jaśniejsza i delikatniejsza w smaku od palonej. Chyba się polubimy :)
Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek popełnię wpis kulinarny, a jednak... :)
Na froncie dziewiarskim aktualnie jestem na etapie łapania wizji - nie do końca wiem jak ma wyglądać sweterek, który chcę zrobić. Kilka gotowych rzeczy mam do pokazania, ale pogoda i okoliczności nie sprzyjają robieniu zdjęć.
Pierwsza próba ugotowania tej kaszy na sypko niestety się nie powiodła, ponieważ nie miałam pojęcia, że kasza niepalona wymaga więcej uwagi niż popularna palona i wyszło coś brejowatego o dziwnym zapachu. Pomyślałam: nigdy więcej. Ale w życiu może być różnie, więc: "Nigdy nie mów nigdy".
Dzisiaj podjęłam drugą próbę, i tym razem się udało! Po wpisaniu w google tytułu dzisiejszego wpisu trafiłam na tego bloga i zostałam zachęcona, że ta kasza rzeczywiście może być "zjadliwa".
Jak wobec tego gotować niepaloną kaszę gryczaną? Ja robiłam to tak:
Odmierzyłam 1 kubek kaszy, wypłukałam w zimnej wodzie i odsączyłam.
Dodałam 2 kubki wody z filtra i pół łyżeczki soli.
Postawiłam garnek na ogniu.
I teraz ważna rzecz - nie przykrywać garnka, obserwować jak się zaczyna gotować. Ta kasza, w odróżnieniu od palonej, bardzo lubi kipieć! Za pierwszym razem nie dopilnowałam jej i wykipiała na tym etapie gotowania. Tym razem byłam czujna. Kiedy zaczęła się gotować - zmniejszyłam płomień i pozwoliłam jej gotować się kilka minut, około 5. Wyglądało to tak:
Następnie maksymalnie zmniejszyłam płomień i przykryłam garnek. Pozwoliłam kaszy gotować się około 20 minut. W tym czasie wspaniale wchłonęła wodę. Zdjęłam garnek z palnika i owinęłam w kołdrę na jakieś 20 minut. Po tym czasie kasza wyglądała tak:
Pachniała też nie najgorzej, a na talerzu wyglądała tak:
Jest jaśniejsza i delikatniejsza w smaku od palonej. Chyba się polubimy :)
Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek popełnię wpis kulinarny, a jednak... :)
Na froncie dziewiarskim aktualnie jestem na etapie łapania wizji - nie do końca wiem jak ma wyglądać sweterek, który chcę zrobić. Kilka gotowych rzeczy mam do pokazania, ale pogoda i okoliczności nie sprzyjają robieniu zdjęć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
