Przymierzałam się do nich od dawna. Robiłam już różne rzeczy dziewiarsko, ale skarpetki mnie onieśmielały. Wreszcie gdzieś koło wiosny kupiłam DROPSowego Fabela, no i w październiku powstały moje pierwsze skarpetki. Robione na drutach 2,5 magic-loopem począwszy od palców. Zużyłam 1 motek włóczki. Na górze ściągacza wrobiłam kilka rządków nitki elastycznej. Podczas pracy korzystałam z kursu Intensywnie Kreatywnej, za który jej serdecznie dziękuję :)
wtorek, 15 listopada 2016
środa, 9 listopada 2016
Dzierganie i Czytanie
Nie umiem czytać i dziergać jednocześnie, ale oddzielnie - jak najbardziej tak :)
Na drutach mam sweter rozpinany z Ecolany Alize łączonej z Moherkiem Aniluxu oraz Mohairem Classic YarnArt. Moherek ma dodatkową atrakcję w postaci kolorowych cętek i ładnie się prezentuje w robótce. Dwie pierwsze włóczki w tonacjach fioletowych, a trzecia to bardziej śliwka. Na zdjęciach kolory wyszły rozjaśnione, najbliższe prawdy są na zdjęciu z książką.
Dzierganie odbywa się w zwolnionym tempie, a i czytanie toczy się dość wolno.
Listopad to miesiąc szczególny, czas odpoczynku i zadumy...
Na drutach mam sweter rozpinany z Ecolany Alize łączonej z Moherkiem Aniluxu oraz Mohairem Classic YarnArt. Moherek ma dodatkową atrakcję w postaci kolorowych cętek i ładnie się prezentuje w robótce. Dwie pierwsze włóczki w tonacjach fioletowych, a trzecia to bardziej śliwka. Na zdjęciach kolory wyszły rozjaśnione, najbliższe prawdy są na zdjęciu z książką.
Dzierganie odbywa się w zwolnionym tempie, a i czytanie toczy się dość wolno.
Listopad to miesiąc szczególny, czas odpoczynku i zadumy...
niedziela, 23 października 2016
Bluzeczka z Malabrigo Sock Primavera
W tym roku kupiłam sobie na urodziny 2 moteczki pięknej wełenki z merynosa. Nie zastanawiałam długo co z niej powstanie - oczywiście najlepszy wybór to zwyklaczek robiony reglanem od góry. Nawiasem mówiąc, ten, kto wymyślił tę metodę dziergania zasługuje na nagrodę Nobla :)
Wiele osób doradza, żeby wełnę ręcznie farbowaną przerabiać z dwóch motków jednocześnie, zmieniając je co kilka rzędów. A mnie interesowało jaki wzór, czy nawet obraz, namaluje mi każdy z motków oddzielnie, więc robiłam najpierw jaśniejszym, potem ciemniejszym, w mojej ocenie.
I jestem bardzo zadowolona z efektu - kolory pięknie się ułożyły.
Cała bluzeczka wygląda bardzo ładnie. Kiedy wystąpiłam w niej na rodzinnym spotkaniu, usłyszałam nawet komplement od mojej siostrzenicy: Jak ze sklepu! :))
Robiłam drutami nr 3.
Wiele osób doradza, żeby wełnę ręcznie farbowaną przerabiać z dwóch motków jednocześnie, zmieniając je co kilka rzędów. A mnie interesowało jaki wzór, czy nawet obraz, namaluje mi każdy z motków oddzielnie, więc robiłam najpierw jaśniejszym, potem ciemniejszym, w mojej ocenie.
I jestem bardzo zadowolona z efektu - kolory pięknie się ułożyły.
Cała bluzeczka wygląda bardzo ładnie. Kiedy wystąpiłam w niej na rodzinnym spotkaniu, usłyszałam nawet komplement od mojej siostrzenicy: Jak ze sklepu! :))
Robiłam drutami nr 3.
środa, 19 października 2016
Sweterek w Pasy Wzoru Warkoczowego
Wykonany na początku roku, ukończony w marcu, ale teraz dopiero doczekał się zdjęcia.
Zrobiłam go z tureckiej wełny o nazwie Kashmir, mającej te same parametry co Kashmir Mirosława Wnuka, ale sprawia wrażenie cieńszej i bardziej sztywnej. Ma piękny kolor ciemnofioletowy. Robiłam drutami 3,5.
Wzór pochodzi z archiwalnej Sandry, ale został przeze mnie zmodyfikowany, a właściwie ulepszony, ponieważ oryginalny zakładał "rozjazd" pomiędzy ściągaczem a wzorem warkoczy powyżej. Oczywiście zdjęcie w gazetce zostało tak zrobione, żeby ukryć ten mankament, ale dokładne przeczytanie wzoru dawało możliwość odkrycia tej, według mnie, wady. Zrobiłam więc po swojemu i nic się nie rozjeżdża.
A może tylko ja tak mam, że nie lubię takich zgrzytów we wzorach robótkowych?
Zrobiłam go z tureckiej wełny o nazwie Kashmir, mającej te same parametry co Kashmir Mirosława Wnuka, ale sprawia wrażenie cieńszej i bardziej sztywnej. Ma piękny kolor ciemnofioletowy. Robiłam drutami 3,5.
Wzór pochodzi z archiwalnej Sandry, ale został przeze mnie zmodyfikowany, a właściwie ulepszony, ponieważ oryginalny zakładał "rozjazd" pomiędzy ściągaczem a wzorem warkoczy powyżej. Oczywiście zdjęcie w gazetce zostało tak zrobione, żeby ukryć ten mankament, ale dokładne przeczytanie wzoru dawało możliwość odkrycia tej, według mnie, wady. Zrobiłam więc po swojemu i nic się nie rozjeżdża.
A może tylko ja tak mam, że nie lubię takich zgrzytów we wzorach robótkowych?
wtorek, 18 października 2016
Granatowy sweterek
Powstał w styczniu tego roku, ale dopiero teraz został sfotografowany. Jest robiony od góry, bezszwowo, reglanem. Z przodu ma ósemkę z sześciu oczek. Ściągacze 2/2, a poza tym oczka prawe.
Sweterek powstał z wełenki Kashmir Mirosława Wnuka, która już nie jest produkowana. Kolorek to bardzo ładny granat. Robiłam na drutach 3 (ściągacze) i 3,5 (pozostałe części). Oczka na dole swetra zamykałam drutem 5,5.
Oczka reglanowe przerabiałam na lewo.
Pozostałe szczegóły i więcej zdjęć na ravelry.
Sweterek powstał z wełenki Kashmir Mirosława Wnuka, która już nie jest produkowana. Kolorek to bardzo ładny granat. Robiłam na drutach 3 (ściągacze) i 3,5 (pozostałe części). Oczka na dole swetra zamykałam drutem 5,5.
Oczka reglanowe przerabiałam na lewo.
Pozostałe szczegóły i więcej zdjęć na ravelry.
piątek, 5 sierpnia 2016
Pomidor Rekordzista
Nie będę ukrywać, że ostatnio robótkowo nic się nie dzieje. No może poza oglądaniem prac innych dziewiarek. Mam kilka projektów na finiszu, ale brak chęci na zajęcie się nimi. Mam zasadę, że jak nie mam weny czy namaszczenia, to nie drutkuję, bo może się to skończyć katastrofą.
Za to na działce jest bardzo ciekawie. Ładnie, jak zwykle, obrodziły pomidory. W tym roku udało się wreszcie pobić rekord wielkości, jest dużo pomidorów powyżej pół kilograma, a największy został wczoraj zdjęty z krzaczka i zważony wieczorem. Waga pokazywała 1040g. Dziś zważyłam go już w świetle i okazało się, że schudł 1g.
Na poniższym zdjęciu rekordzista na wadze i w towarzystwie pomidora przeciętnej wielkości oraz dwóch koktajlowych.
Za to na działce jest bardzo ciekawie. Ładnie, jak zwykle, obrodziły pomidory. W tym roku udało się wreszcie pobić rekord wielkości, jest dużo pomidorów powyżej pół kilograma, a największy został wczoraj zdjęty z krzaczka i zważony wieczorem. Waga pokazywała 1040g. Dziś zważyłam go już w świetle i okazało się, że schudł 1g.
Na poniższym zdjęciu rekordzista na wadze i w towarzystwie pomidora przeciętnej wielkości oraz dwóch koktajlowych.
poniedziałek, 18 lipca 2016
Dżem z Czerwonej Porzeczki
Mam działkę już czwarty sezon. Generalnie jestem za witarianizmem i nie robię przetworów, wszystko zjadam na surowo. Ale mam taki jeden krzaczek czerwonej porzeczki, który wydaje bardzo kwaśne i drobne owoce. Naprawdę trudno je zjeść na surowo. Przeważnie zostawały na krzaczku.
Ale tym razem stało się inaczej. Wiosną krzaczek zakwitł bardzo obficie. Kiedy zobaczyłam te kwiaty, to postanowiłam, że tym razem owoce się nie zmarnują - zrobię z nich dżem!
I wczoraj nastał ten dzień, kiedy zerwałam owoce, umyłam, przebrałam pozbawiając szypułek i zważyłam - było ich nieco ponad 600g. Wsypałam do garnka, dodałam około 250g cukru i przez godzinę podgrzewałam na małym gazie, po czym wyłączyłam gaz i zawartość zostawiłam do ostygnięcia.
Dziś rano zmiksowałam to, co było w garnku, zawartość zgęstniała od uwolnionych pektyn. Następnie dżem został podgrzany do stanu wrzenia (uwaga, bo pryska!) i zapakowany w trzy małe słoiczki, które ustawiłam na serwetkach, odwrócone do góry dnem. Teraz już sprawdziłam, że słoiczki się zamknęły. Dżemik gotowy! Jest kwaśny i słodki, pyszny...:)
Ale tym razem stało się inaczej. Wiosną krzaczek zakwitł bardzo obficie. Kiedy zobaczyłam te kwiaty, to postanowiłam, że tym razem owoce się nie zmarnują - zrobię z nich dżem!
I wczoraj nastał ten dzień, kiedy zerwałam owoce, umyłam, przebrałam pozbawiając szypułek i zważyłam - było ich nieco ponad 600g. Wsypałam do garnka, dodałam około 250g cukru i przez godzinę podgrzewałam na małym gazie, po czym wyłączyłam gaz i zawartość zostawiłam do ostygnięcia.
Dziś rano zmiksowałam to, co było w garnku, zawartość zgęstniała od uwolnionych pektyn. Następnie dżem został podgrzany do stanu wrzenia (uwaga, bo pryska!) i zapakowany w trzy małe słoiczki, które ustawiłam na serwetkach, odwrócone do góry dnem. Teraz już sprawdziłam, że słoiczki się zamknęły. Dżemik gotowy! Jest kwaśny i słodki, pyszny...:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)